09 października 2024

Bajka przez AI napisana

Wszystko wzięło się stąd, że wieczorem aparat mowy odmówił mi posłuszeństwa w zakresie łączenia się z mózgiem na bieżąco.


Pewnie, że chciałam wymyślić (i opowiedzieć) Filipkowi bajkę numer tysiąc pięćset sto dziewięćset na zadany temat, ale... Po prostu byłam zmęczona.

No i do tego zdecydowanie lepiej opowiada mi się w myślach niż paszczowo.

Mózg jednak w ostatnich swoich podrygach podpowiedział: "Ha! A może chat GPT ci pomoże?".

Pomożecie, chacie? Pomożemy!

Na tę chwilę traktuję to narzędzie (przepraszam poważnych naukowców)  jako zabawkę.
Ślicznie mu poszło w tworzeniu hymnu Polski o tematyce jednorożców, do tego wymyśla komplementy, z których można się porechotać. Pewnie ma znacznie donioślejsze zastosowania, ale na razie nic mi do tego.

Owszem,  jest gdzieś z tyłu głowy obawa, że odbierze chleb (a raczej suchary) braci piszącej....
Wierzę jednak w to, że pierwej zaszkodzi osobom produkującym książki według rynkowych schematów, ale tym naprawdę PISZĄCYM to nie...
Wracając do naszej bajki. Żeby nie było - pomysł był Filipka, a nie AI. Chat musiał "tylko" go zrealizować, a ja potem odczytać wykwit jego pracy Filipkowi. I wiecie co? Dla FIlipka to genialne, że rzuca pomysłem, a po chwili może czytać opartą na nim opowieść. Polecam jako motyw do ogarnięcia w długie jesienne wieczory. 

Jak przebiegła nasza pierwsza próba? Tadam!
Oto polecenie, który wydaliśmy, i bajka, która z niego się wykluła. Bez poprawek.

I jak?

+++

Napisz zabawną bajkę o huraganie, który sprawia, że zwierzaki łączą się w dziwne stwory, na przykład pies z hipopotamem to psipopotam. Muszą wymyślić, jak wrócić do normy.

 

Tytuł:
Huragan Zwierzoburza

 

Pewnego razu, w małym, spokojnym lesie, mieszkała gromadka zwierzaków. Wszyscy żyli w harmonii i byli przyjaciółmi: królik Kicuś, hipopotam Hipcio, pies Pikuś, kaczka Kwaczka i kotek Mruczek. Ale tego dnia, nad ich las nadciągnął niezwykły huragan. To nie był zwykły wiatr, nie! To był Huragan Zwierzoburza, który niósł ze sobą coś niespotykanego – prawdziwe zamieszanie wśród zwierząt!

Gdy huragan zaczął wiać, zwierzaki w panice biegały po lesie, starając się znaleźć schronienie. Niestety, wiatr porwał ich w szaloną wirówkę. Wir, kręcąc się coraz szybciej i szybciej, połączył zwierzęta w przedziwne, komiczne stwory!

Kiedy wiatr w końcu ucichł, zwierzęta podniosły się z ziemi... ale coś było bardzo nie tak.

— Co się dzieje?! — zaskomlał Pikuś, patrząc na swoje odbicie w kałuży. Zamiast łap miał ogromne stopy jak hipopotam! — Jestem… psipopotamem!

Obok Pikusia stała Kwaczka, która już nie była zwykłą kaczką. Teraz miała długie uszy jak królik! Zszokowana zakwakała:

— Kwak? Jestem kwakulikiem!

Kotek Mruczek, który był zawsze spokojny i elegancki, teraz patrzył na swoje odbicie w lustrze rzeki. Miał… dziób?! Jego ogon zmienił się w kacze piórka!

— O nie! Jestem kociakaczką! — zamiauczał, próbując zachować powagę, ale nie mógł powstrzymać śmiechu.

Hipopotam Hipcio natomiast był teraz lekki i skakał po trawie. Zamiast masywnych nóg, miał królicze łapki i ogonek! Zamiast ryczeć, jak przystało na hipopotama, zaczął… skakać wesoło w górę i w dół.

— Ha! Jestem hipciulikiem! — zaśmiał się, chociaż widok hipopotama skaczącego jak zajączek był naprawdę dziwaczny.

Zebrali się wszyscy na polanie, każdy w nowej, komicznej formie. Wyglądali tak absurdalnie, że na początku nie mogli przestać się śmiać.

— Musimy coś zrobić, żeby wrócić do normy! — powiedział poważnym tonem psipopotam Pikuś, choć trudno było mu zachować powagę, gdy miał tak ogromne stopy.

— Ale jak? — spytała kociakaczka Mruczek, drapiąc się po swoim nowym kaczym dziobie.

— Może ten huragan coś nam podpowie? — zaproponowała kwakulika Kwaczka, machając swoimi króliczymi uszami.

Nagle, z daleka usłyszeli donośny śmiech. To stary mądry sowa, pani Sowa Mądralina, leciała nad polaną, trzęsąc się ze śmiechu.

— Ale się ubawiłam! Wyglądacie jak… jak prawdziwe dzieło sztuki! — śmiała się, lądując na gałęzi.

— Pani Sowo! — zawołał psipopotam Pikuś. — Pomożesz nam wrócić do naszych starych ciał?

Sowa otarła łzy śmiechu z oczu, w końcu przybierając poważniejszy ton.

— Oczywiście, że wam pomogę! Ale najpierw musicie rozwiązać zagadkę huraganu Zwierzoburzy. Ten huragan jest bardzo psotny i łączy zwierzęta tylko wtedy, kiedy ich przyjaźnie są zbyt… jak to powiedzieć… sztywne.

Zwierzęta spojrzały po sobie zdezorientowane.

— Sztywne przyjaźnie? — spytał hipciulik Hipcio, nie rozumiejąc.

— Huragan chciał, żebyście nauczyli się nowych rzeczy o sobie! — wyjaśniła Sowa. — Zwierzęta, które zawsze spędzają czas w taki sam sposób, potrzebują trochę odmiany. Żeby wrócić do normy, musicie odkryć, co nowego możecie w sobie polubić!

— To brzmi… interesująco — zamyśliła się kwakulika Kwaczka. — Więc musimy znaleźć w tym, jacy teraz jesteśmy, coś dobrego?

— Dokładnie! — potwierdziła Sowa, uśmiechając się mądrze.

Zwierzęta zaczęły eksperymentować. Psipopotam Pikuś, z nową siłą w nogach hipopotama, zaczął biegać po lesie i odkrył, że teraz potrafi wbiegać na pagórki, na które wcześniej nawet nie próbował się wspinać. „To całkiem fajne!” – pomyślał, skacząc jak nigdy wcześniej.

Kociakaczka Mruczek, ze swoim dziobem, zaskoczyła się, jak łatwo teraz może łowić ryby w rzece, czego nigdy nie umiał jako kot. „Nigdy nie sądziłem, że kaczki to takie sprytne stworzenia!” – pomyślał, chlapiąc wodą.

Hipciulik Hipcio, mimo swojego ogromnego ciała, cieszył się, że może teraz skakać jak królik. Skakał po polanie, czując się lekko i wolno. „Może królicze łapki to coś dla mnie?” – pomyślał, lądując na miękkiej trawie.

Kwakulika Kwaczka odkryła, że dzięki długim uszom może słyszeć rzeczy, które wcześniej były dla niej niemożliwe do usłyszenia. „Mogę teraz usłyszeć szelest liści na drugim końcu lasu!” – cieszyła się.

Kiedy każde ze zwierząt znalazło coś nowego, co polubiło w swojej nowej formie, nad lasem pojawiła się tęcza. Zwierzaki poczuły nagle delikatny podmuch wiatru – tym razem to był przyjazny wiatr, który delikatnie otulił ich ciała i... w mgnieniu oka wszystkie zwierzęta wróciły do swoich normalnych postaci!

— Udało się! — zawołał Pikuś, z radością machając swoim ogonem.

— Już jesteśmy sobą! — dodał Mruczek, skacząc z radości.

Sowa Mądralina uśmiechnęła się z gałęzi.

— Gratulacje! Teraz wiecie, że czasem warto spojrzeć na siebie z innej perspektywy. Może nie zawsze musimy być tacy sami.

I tak zwierzaki, choć znów były sobą, zapamiętały tę lekcję na długo. Nauczyły się, że przyjaźń to coś więcej niż tylko bycie razem – to także odkrywanie nowych rzeczy o sobie i innych, nawet jeśli czasem trzeba zostać… psipopotamem czy kwakulikiem.

Koniec.

Tako rzecze chat. 

A website created in the WebWave ai website builder.